Skip to main content
EN/DE/FR УКР/РУС KONTAKT
tik tok

3 mld zł na fabryki AI? Gdzie nasze „3% dla nauki”...?

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ostatnim tygodniu chętnie mówi o sukcesach. Minister Marcin Kulasek ogłasza, że resort – dzięki „twardym negocjacjom” z resztą rządu – pozyskał dodatkowe 3 miliardy złotych na rozwój polskiej nauki. I choć mogłoby się wydawać, że spełniają się oczekiwania, które nasze środowisko tak dobitnie wyraziło w tym roku, oburza to, na co właściwie mają zostać przeznaczone te pieniądze. Bo pierwszym z celów, które sygnalizuje na swoich mediach społecznościowych pan Minister, jest „wsparcie budowy polskich fabryk sztucznej inteligencji”.

Przypomnę, że całe nasze środowisko protestuje. Najdobitniej widać było to pod Sejmem 27 maja podczas o manifestacji „3% dla nauki. 100% dla Polski”. Resort w tym czasie chwali się tymi trzema miliardami – przy czym jako priorytety w ich wydatkowaniu wskazuje rozwój AI i „wzmocnienie bezpieczeństwa cyfrowego na uczelniach i w instytucjach naukowych”... Problem w tym, że takie podejście nie rozwiązuje problemów, wokół których protestujemy: nie podnosi wynagrodzeń, nie daje stabilności zatrudnienia, nie tworzy warunków do prowadzenia badań podstawowych i nie zmniejsza presji, pod którą na co dzień pracują osoby zatrudnione na uczelniach. Przeciwnie: wzmacnia model, w którym finansowanie nauki uzależnia się od tego, czy dany projekt da się przedstawić jako technologiczny sukces, inwestycję albo przyszły zysk.

Spodziewajmy się, że publiczne pieniądze znów wspierać będą więc projekty, które można szybko sprzedać jako inwestycje w „innowacyjność” czy “konkurencyjność gospodarki”. Miliardy, pozyskane tym rzekomo heroicznym wysiłkiem, sfinansują infrastrukturę, technologie i zaplecze, z których później korzystać będą przede wszystkim wielkie zagraniczne korporacje, żerujące na publicznych zasobach wody i ziemi – nie my, pracownicy współtworzący publiczne uczelnie. Co więcej, wstępne prognozy dotyczące budżetu wskazują, że dla naszych zakładów pracy nadchodzący 2027 będzie kolejnym rokiem zamrożenia subwencji (pomimo nominalnego wzrostu budżetu państwa). Czyli ewentualne dodatkowe środki nie trafią do całego sektora, lecz zostaną skoncentrowane przede wszystkim w wąskiej grupie tzw. uczelni badawczych.

***

Co poza tym słychać w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego? Dość wspomnieć, że wciąż czekamy na rozporządzenie w sprawie oceny działalności naukowej. My tymczasem już teraz – jako komisje akademickie – musimy zatwierdzać wewnętrzne modele i regulaminy okresowej oceny pracowników. I dzieje się to, choć nikt nie zna ostatecznych zasad, według których w przyszłości będzie oceniany nasz dorobek.

Wciąż nie znamy także listy czasopism punktowanych, decydującej o wartości przypisywanej naszym publikacjom – w praktyce więc ocenie całego naszego dorobku. To właśnie te listy napędzają słynną, akademicką „punktozę”: dyktują, gdzie opłaca się publikować, a kiedy po prostu – z perspektywy ewaluacji – tracimy swój czas. No i zwiększamy ryzyko, że nasze zaangażowanie okaże się niewystarczające. W każdym z tych przypadków niepewność przepisów przerzucana jest na nas – zwłaszcza że od przyjętych przez nas kryteriów zależeć będzie nasze „być albo nie być” na uczelni. Rzecz jasna, negatywna ocena zawsze może oznaczać dla pracownika koniec kariery w ogóle.

Jako Inicjatywa Pracownicza co i rusz przypominamy, że problemy publicznych uczelni i Polskiej Akademii Nauki nie są tylko problemami osób prowadzącycbh badania naukowe. W naszych zakładach pracy nie wszyscy prowadzą badania: są tu dydaktycy i dydaktyczki, pracownicy i pracownice obsługi, administracja, pracownice i pracownicy techniczni, bibliotekarki i bibliotekarze, informatycy i informatyczki I wszyscy funkcjonujemy w ramach tej samej, chronicznie niedofinansowanej instytucji, w której brak pieniędzy przykrywa się ideą “doskonałości” naukowej i dydaktycznej. Nie ma pieniędzy, więc mówią nam, że źle pracujemy; wskazują wiecznie nowe cele, których nie da się osiągnąć. Dlatego walka o finansowanie nauki nie może sprowadzać się do walki o kilka dodatkowych punktów procentowych w ministerialnym budżecie. I my jako Koordynacja Branżowa Nauki i Edukacji IP walczymy w pierwszej kolejności o to, jak wydatkowane mają być pieniądze, jakiego rodzaju instytucją ma być publiczna akademia i kto w ogóle ma mieć wpływ na jej funkcjonowanie. 

***

Przez kolejne miesiące nasze apele pozostawały bez odpowiedzi, 27 maja wyszliśmy więc na ulicę. Razem z pracownikami i pracownicami uczelni, doktorantami i studentami stanęliśmy pod Sejmem w ramach protestu „3% dla nauki, 100% dla Polski”.

A przecież w naszym środowisku protest miał być w zasadzie błędem systemowym. Tresowano nas do tego, by siedzieć w murach akademii, pisać artykuły, składać wnioski, zdobywać punkty; pilnować własnego miejsca w kolejce, radząc sobie indywidualnie. Jeśli brakuje pieniędzy, szukaj grantów. „Kultura zap**dolu” lat 90. i 2000. też zrobiła swoje. Nie ma etatu? Czekamy cierpliwie - wykaż się w końcu; walcz o zasoby, autorytet, pozycję, przetrwanie.

Tylko że w naszych zakładach pracy ta walka od początku nie jest równa. Mamy różny dostęp do pieniędzy, grantów i sieci kontaktów, a w ślad za tym różne możliwości zdobycia stabilnego zatrudnienia czy budowania pozycji zawodowej. Te nierówności nakładają się zresztą na siebie: klasowe na płciowe, na różnice statusu zawodowego, pozycji instytucjonalnej. 

W efekcie międzynarodowe kariery może budować grupka wybranych. Przy czym możliwe jest to zawsze dzięki pracy całej rzeszy osób, których wysiłek pozostaje niewidoczny – doktorantów, pracowników technicznych i administracyjnych, młodszych badaczy i wszystkich tych, którzy zamiast rozwijać własną pozycję, przede wszystkim próbują utrzymać się w akademii. I jedni królują w tabelkach ewaluacyjnych, ściągając przy tym środki z Ministerstwa na własne wydziały, gdy większość wykonuje pracę, której tabelki w ogóle nie widzą.

Na proteście 27 maja wrzeszczałyśmy więc, upominając się o osoby zatrudnione na śmieciówkach. Ci z semestru na semestr nie wiedzą, czy dalej będą mieli pracę, a zarabiają przy tym nieproporcjonalnie mniej od tych na bezpiecznych etatach. O osoby doktoryzujące się, które zasuwają na poczet tych wyżej w hierarchii, nie otrzymując nawet równowartości minimalnej pensji, i nie mając żadnej gwarancji, że po studiach znajdą zatrudnienie. Mówiliśmy o pracy dydaktycznej i organizacyjnej, o dyskryminacji i nierównościach. O tym, że na obecnym poziomie finansowania nie da się dalej pracować, a za wielkimi sukcesami garstki szczęśliwców stoją ludzie, którzy muszą z czegoś żyć.

***

Nasze środowisko potrzebuje godnych wynagrodzeń i stabilnych warunków dla wszystkich pracowników oraz trwałego zwiększenia finansowania nauki i szkolnictwa wyższego. Wśród postulatów znalazło się powiązanie wynagrodzeń ze średnią pensją w sektorze przedsiębiorstw, podniesienie stypendiów i poprawa sytuacji mieszkaniowej studentów i doktorantów, a w końcu także zwiększenie subwencji i finansowania badań czy szeroko rozumianej infrastruktury.

Zorganizowaliśmy protest całego środowiska i pokazaliśmy, że jesteśmy pracownikami i pracownicami, a nie petentami Ministerstwa. Potrafimy się organizować i wspólnie występować w obronie naszych warunków pracy. Przy czym był to tylko początek nierównej walki. Jeśli rząd nadal będzie słyszał przede wszystkim głosy biznesu, a nie ludzi pracujących w nauce, będziemy musieli krzyczeć głośniej i protestować bardziej stanowczo.

3% dla nauki w 20. gospodarce świata to w zasadzie minimum, od którego możemy zacząć rozmawiać o przyszłości naszych zakładów pracy. Rozbuchane aspiracje do „doganiania zachodu” przy obecnych nakładach na szkolnictwo wyższe oznaczać będą niestety dalszą preparyzację akademii i wzmacnianie „konkurencyjności” – opartej, rzecz jasna, na różnicach klasowych i genderowych. No i udawanie, że różnic między nami nie ma. A wszystko to przykrywa logika „innowacyjności” – przekonanie, że publiczne pieniądze powinny przede wszystkim trafiać tam, gdzie można obiecać szybki zwrot, komercjalizację badań czy wpływ na “konkurencyjność” polskiej gospodarki. W efekcie rodzi to ryzyko, że wysychający strumyczek publicznych pieniędzy popłynie do gigantów technologicznych, prywatnych firm, a w najlepszym wypadku do kilku spośród ponad stu uczelni – jasne, że tych z czołówek rankingów. 


Dobrze byłoby poznać wskaźniki i kryteria tych rankingów zanim pieniądze zostaną rozdane. Przede wszystkim jednak domagamy się stabilnego zatrudnienia, godnych wynagrodzeń; ograniczenia rozwarstwienia płac, zatrzymania prekaryzacji i wypychania pracowników na umowy cywilnoprawne. Chcemy finansowania badań - ale takiego, które nie będzie pogłębiało istniejących nierówności. Nie chcemy natomiast kolejnych miliardów rozdawanych pod hasłem „innowacyjności”.

 

Koordynacja Branżowa Nauki i Edukacji

Tekst przygotował Janek Skarbek-Kazanecki
Koordynator ds. nauki i edukacji / Łódzka Komisja Akademicka

Czytaj dalej...

Stanowisko Koordynacji Branżowej Nauki i Edukacji OZZ IP wobec projektu nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce

Przekazaliśmy do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego opinię dotyczącą projektu zmian w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Zwracamy w niej uwagę, że proponowana nowelizacja - choć podejmuje ważne problemy funkcjonowania uczelni - w wielu miejscach utrwala model uniwersytetu oparty na hierarchii, parametryzacji i ograniczonej partycypacji pracowników.

Zapoznaj się z pełną treścią opinii przygotowanej przez Koordynację Branż. Nauki i Edukacji (zob. niżej, link do pliku pdf).

Podkreślamy przede wszystkim, że uczelnia nie jest wyłącznie systemem produkcji mierzalnych rezultatów naukowych. Dla nas to raczej wspólnota osób wykonujących różne, wzajemnie dopełniające się zadania: prowadzących badania, kształcących studentów, organizujących działania naukowe i dydaktykę; zapewniających infrastrukturę oraz codzienne funkcjonowanie instytucji.

Z tego samego powodu alarmujemy, że projektowana nowelizacja całkowicie pomija pracowników niebędących nauczycielami akademickimi (sic!) Jako akademickie komisje IP jesteśmy w tym punkcie konsekwentne: nasze zakłady pracy współtworzone są w równym stopniu przez wszystkie grupy składających się na nie kadr. Nie można mówić o rozwoju nauki i dydaktyki, jednocześnie ignorując znaczną część osób, które ten rozwój każdego dnia umożliwiają.

(Dodajmy, że nowe obowiązki nakładane na uczelnie - związane m.in. z gromadzeniem danych, rozwojem zasobów naukowych, popularyzacją wiedzy czy umiędzynarodowieniem - będą w dużej mierze realizowane również dzięki pracy tej grupy. Tymczasem projekt i jego Ocena Skutków Regulacji pomijają ich rolę).

Krytycznie odnosimy się także do dalszego wzmacniania hierarchicznego modelu zarządzania uczelnią. Ograniczenie udziału nauczycieli akademickich bez habilitacji lub stanowiska profesora uczelni w radach naukowych zmniejsza reprezentatywność tych organów i osłabia kolegialny charakter uniwersytetu.

piśmie wskazujemy, że sama deklaracja odejścia od nadmiernej presji publikacyjnej nie wystarczy. Proponowane zmiany dotyczące ocen okresowych nauczycieli akademickich pozostawiają możliwość utrzymania systemu, w którym wartość pracy badawczej będzie w praktyce sprowadzana przede wszystkim do wskaźników bibliometrycznych. Ocena pracy naukowej powinna uwzględniać całokształt działalności pracownika, charakter stanowiska, zakres obowiązków oraz różnorodność zadań.

Bronimy szerszego rozumienia misji nauki. Szczególnie w przypadku nauk humanistycznych i społecznych nie można ograniczać wartości badań do ich bezpośredniej użyteczności gospodarczej - a to sugeruje w pewnym miejscu projekt („Podstawowymi kryteriami oceny działalności naukowej są w ewaluacji jakości działalności naukowej: a) poziom naukowy lub artystyczny prowadzonej działalności, b) efekty finansowe badań naukowych i prac rozwojowych, c) wpływ działalności naukowej na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki”). Uniwersytet rozwija nie tylko innowacje, ale także kulturę, debatę publiczną, pamięć społeczną i zdolność krytycznego rozumienia świata.

W naszej opinii zwracamy ponadto uwagę na to, czego w projekcie zabrakło. Mimo wcześniejszego poparcia sejmowej Komisji do Spraw Petycji nie podjęto kwestii zniesienia bezwzględnego wymogu niekaralności nauczycieli akademickich. Tymczasem aktualne przepisy wywołują efekt mrożący i mogą ograniczać gotowość pracowników naukowych do zabierania głosu w sprawach publicznych czy ujawniania nieprawidłowości – w tym sensie osłabiają jedną z podstawowych funkcji uniwersytetu jako instytucji krytycznej.
Ponadto postulujemy uregulowanie zasad proporcjonalnego obniżania pensum dydaktycznego w przypadku ustawowego skrócenia czasu pracy, tak aby obowiązujące rozwiązania nie prowadziły do nierównego traktowania pracowników.

Podsumowując, w naszym stanowisku postulujemy m.in.:

– rzeczywiste uwzględnienie pracowników niebędących nauczycielami akademickimi w polityce państwa wobec szkolnictwa wyższego;

– wzmocnienie udziału pracowników w ustalaniu zasad oceny ich pracy;

– odejście od dominacji wskaźników ilościowych w ocenie działalności naukowej;

– zachowanie reprezentatywności organów kolegialnych uczelni;

– uwzględnienie kulturowego i społecznego wymiaru działalności naukowej (rozszerzenie proponowanych zapisów, zgodnie z którymi “Podstawowymi kryteriami oceny działalności naukowej” jest “wpływ działalności naukowej na funkcjonowanie społeczeństwa i gospodarki”).

Uniwersytet nie jest (tylko) przedsiębiorstwem “wykopującym” z publikacji ministerialne punkty. Dla nas to wciąż instytucja publiczna, której siła zależy od pracy całej wspólnoty akademickiej i od warunków, w jakich ta wspólnota realnie może działać.

Zauważmy przy tym, że sam przykład przesłanego nam do opinii projektu najlepiej pokazuje to, że nie wszystkie grupy rozwarstwionej kadry akademickiej mogą liczyć na równie silną reprezentację polityczną, a tym samym na równy wpływ na kluczowe decyzje dotyczące przyszłości naszej uczelni – w tym rozstrzygnięcia na polu podziału środków z subwencji czy przyznawania podwyżek. 

I dlatego droga do sprawiedliwszej, bardziej przyjaznej akademii nie wiedzie przez cierpliwość i kolejne awanse, lecz przez wspólne organizowanie się nas, zwykłych pracownic i pracowników. Pora zawalczyć o naszą widoczność i poszanowanie demokratycznego charakteru procesów decyzyjnych w naszych akademickich zakładach pracy!

 

Janek Skarbek-Kazanecki
Koordynator ds. nauki i edukacji w Komisji Krajowej

Czytaj dalej...

Przeciwko krótkowzroczności – akcja „3% dla nauki, 100% dla Polski”

Uczelnia to zakład pracy, który skupia różne grupy zawodowe. To nie tylko pracownicy naukowi, a przede wszystkim dydaktycy, administracja, laboranci, pracownicy techniczni, bibliotekarki i bibliotekarze, specjaliści wsparcia studentów i wiele innych osób, bez których uczelnia po prostu nie działa. Co z nimi w sytuacji, gdy strumień pieniędzy z subwencji ministerialnych kierowany jest w pierwszej kolejności do naukowców-dydaktyków?

W praktyce ta wielość grup oznacza nie tylko hierarchizację prestiżu wewnątrz uczelni, lecz także hierarchizację bezpieczeństwa zatrudnienia, poziomu wynagrodzeń i dostępu do instytucjonalnego wsparcia. Im dalej od działalności punktowanej w systemie ewaluacji, tym częściej praca staje się niewidzialna, niedoszacowana i traktowana jako niepotrzebny koszt. A te nierówności napędza niedofinansowanie całego sektora edukacji wyższej w Polsce.

Pieniędzy na szkolnictwo publiczne brakuje. I rozumieją to wszyscy, także nasi szefowie. Jak napisano w „Stanowisku Zgromadzenia Plenarnego” Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (dokument z 27.11.2025):
Z zaniepokojeniem przyjmujemy projekt budżetu państwa na 2026 rok, w którym wydatki na naukę i szkolnictwo wyższe zostały zaplanowane na poziomie nieco ponad 1% PKB. Jest to najniższy wskaźnik od początku reformy zapoczątkowanej ustawą z 2018 roku. Co więcej, zaprojektowane nakłady są kilkukrotnie niższe od średnich wydatków w państwach należących do OECD.

My także przyjmujemy tę informację z niepokojem. I szykujemy się do protestu całego naszego środowiska: organizowanej oddolnie akcji „3% dla nauki, 100% dla Polski”, w tym planowanej w jej ramach demonstracji. Komisje akademickie Inicjatywy Pracowniczej, zrzeszone w sieci Koordynacji Branżowej Nauki i Edukacji, w środę, 27.05.2026 b.r., o godz. 13:00 (!!!) będą pod Sejmem, by wykrzyczeć sprzeciw wobec narzucanych przez Ministerstwo polityk „zaciskania pasa”.
Przypomnijmy pokrótce, jakie są konsekwencje dominującej polityki głodzenia uniwersytetów. I jak nielogiczna jest ta neoliberalna logika, w myśl której wymaga się od nas jako pracowników-akademików konkurencyjności, innowacyjności, wysokiej jakości badań oraz dydaktyki, przy równoczesnym ograniczaniu finansowania i systematycznym osłabianiu materialnych podstaw funkcjonowania naszych zakładów pracy. 

„Pracownicy sektora nauki muszą mieć za co żyć”
“Stabilne i godne warunki dla studentów i doktorantów”

Tak brzmią pierwsze dwa postulaty zaplanowanej na 27 maja demonstracji „3% dla nauki, 100% dla Polski”.

Wiemy, że przeważająca liczba osób studiujących, także doktoryzujących się, zmuszona jest łączyć naukę czy prowadzenie badań z pracą zarobkową. Dotyczy to także młodych stażem pracowników. Jak powiedział w czwartek (14.05.2026)  minister Marcin Kulasek (podczas rozmowy z Beatą Lubecką w programie „Trzy pytania na koniec dnia” – zob. fragmenty wywiadu na naszym profilu FB lub IG):

Sytuacja jest ekstraordynaryjna, tych pieniędzy nie ma tyle. A jeszcze, żeby była jasność, też są inne możliwości, z których można… Można skorzystać, żeby tą pensję zwiększyć. I większość naukowców tak robi…

Dostęp do edukacji wyższej jest coraz silniej uzależniony od statusu ekonomicznego. Nierówności nie kończą się jednak na etapie studiowania — one wchodzą w samą strukturę kariery akademickiej. Jak szukać pracy na uczelniach publicznych? Jak ktoś, kto kocha naukę i aspiruje do tego, by w przyszłości ją współtworzyć, ma odnaleźć się w tym systemie? Trzeba mieć mocne „plecy” albo obrócić własne badania w maszynkę do punktów z ministerialnej listy czasopism (i do podążających za tymi punktami grantów). Połamania nóg, jeśli początek kariery uzupełniać musisz pracą po godzinach. Ilu pasjonatów zostaje wypchniętych z systemu jeszcze zanim na dobre zacznie pracę? [zob. M. Jakubowiak, Koniec z Akademią, „Dwutygodnik”]

Szkolnictwo wyższe, które z założenia powinno być niekomercyjne, ulega komercjalizacji.  Uniwersytety coraz rzadziej są postrzegane przez ich decydentów-władze jako „dobro wspólne”. W polskiej akademii pieniędzy brakuje nie tylko na prowadzenie badań. Publiczna infrastruktura socjalna jest systematycznie wygaszana albo oddawana w ręce prywatnego biznesu: zamiast tanich stołówek dla studentów i pracowników – co by wspomnieć kluczowe postulaty studenckich inicjatyw naszego Związku –  uczelnie otwierają przestrzeń dla lokali „Premium”, dostępnych dla wybranych (jak w przypadku BUW). Dorzućmy do tych trudności system stypendiów i wsparcia socjalnego: pomoc dla studentów i doktorantów od lat pozostaje niewystarczająca, a wysokość świadczeń symboliczna względem realnych kosztów życia. Studenci są „konsumentami”, których należy zadowolić jak najmniejszym kosztem: obcina się programy, zatrudnia dydaktyków na śmieciówkach, przyjmuje się na studia więcej ludzi niż pozwala na to infrastruktura. Do komercjalizacji edukacji wyższych wykorzystywany jest neoliberalny język „efektywności”, „konkurencyjności” i „nowoczesności” Włodarze akademii kopiują metody z biznesu: podkręcają i mnożą wymogi, a zmiany skrupulatnie wpisują do tabelek oceny okresowej; wprowadzają parametryzacje, audyty, systemy kontroli i rozliczania pracy.

W przywołanym wywiadzie z ministrem Marcinem Kulaskiem Beata Lubecka przypomina: w Polsce są instytucje badawcze, w których pensja zasadnicza doktora zatrudnionego na stanowisku asystenta przekracza płacę minimalną o całe 19 złotych… W odpowiedzi minister namawia młodych stażem akademików do szukania dodatkowych fuch. Mowa o grantach, pracy w czasopismach czy dodatkowych zleceniach dydaktycznych, często w obrębie tej samej uczelni (zob. niżej). Tylko czy publiczna nauka i edukacja powinna opierać się na „dorabianiu po godzinach”? Zwłaszcza, że kultura organizacyjna naszych zakładów pracy także w tym wypadku wzmacnia nierówności. Jedni mają przychylnych promotorów, kierowniczki, tym samym dostęp do sieci kontaktów, projektów i dodatkowo płatnych aktywności. Inni wykonują równie potrzebną pracę, opierając się na „suchej” pensji. A praca tych pierwszych nie istnieje bez drugiej grupy. Nie, minister nie ma racji: nie każdy w akademii może skorzystać i swoją pensję zwiększyć.

Dodam, że uczelnie to instytucje wyjątkowo podatne na ułudę „kultury zap***rdolu”. Pracownik akademicki — z definicji zobowiązany do ciągłej samodyscypliny, „samozarządzania” i samomotywacji — jak mało kto ucieleśnia dziś proces podporządkowywania życia pracy (wszak monetaryzuje własną pasję!). Dotyczy to nie tylko czasu poświęcanego na badania i dydaktykę, lecz także zadań organizacyjnych i form współpracy, które podtrzymują proces produkcji wiedzy, i które coraz częściej zostają wciągnięte w logikę akademickiej konkurencji. Jak podkreśla Franciszek Chwałczyk, praca akademicka to także praca emocjonalna: często realizowana w samotności, w modelu, który nas polaryzuje i zmusza do ciągłego porównywania wyników, nie dając wglądu w to, ile realnie pracują inni. Nic dziwnego, że jednym z podstawowych rytuałów życia akademickiego stało się nieustanne narzekanie na przepracowanie. Z jednej strony jest to wyraz realnego przepracowania; z drugiej strony — to nasz sposób maskowania lęku przed tym, że robimy „za mało”, publikujemy „za mało”. Presja nas przerasta.

W akademii porównujemy się więc przez pryzmat efektów, ignorując, jak bardzo różnią się warunki naszej pracy. Jako akademickie komisje IP bijemy na alarm: na publicznych uczelniach narzędziem zarządzania kadrami stają się umowy cywilnoprawne. Moje koleżanki i koledzy z pracy latami uczą studentów w oparciu o śmieciówki, w stanie chronicznej niepewności, bez prawa do elementarnego bezpieczeństwa socjalnego i bez pewności, czy za kilka miesięcy nadal będą mieli z czego opłacić czynsz, z kalendarzem akademickim podzielonym na kolejne aneksy i kolejne obietnice (“może od października coś się uda…”); formalnie dostają wynagrodzenie wyłącznie za liczbę przeprowadzonych godzin, w praktyce za darmo przygotowują sylabusy (dokumenty z planami kursów) i materiały dydaktyczne, sprawdzają kolokwia i egzaminy, odpisują na maile osób studiujących, prowadzą obowiązkowe konsultacje, dyżurują przed poprawkami, wpisują oceny do systemów, wypełniają dokumentację i organizują zajęcia, wykonując dziesiątki godzin niewidzialnej pracy, bez której uczelnia po prostu nie byłaby w stanie funkcjonować, a studenci — uczyć się. Trudno skupiać się wyłącznie na własnych problemach, kiedy obok pracują osoby, które z semestru na semestr nie wiedzą, czy nadal będą miały zatrudnienie, nie mają podstawowej ochrony pracowniczej i praktycznie żadnego wpływu na decyzje podejmowane na uczelni.

Równolegle rośnie grupa pracowników projektowych, utrzymujących się z grantów, funkcjonujących poza systemem awansów, wyłączonych z mechanizmów waloryzacji płac i równie często pozbawionych elementarnego bezpieczeństwa zatrudnienia. Nasze koszule, żakiety czy marynarki wyglądają tak samo, a warunki pracy to temat tabu, napędzany przez niesprawiedliwe warunki pracy, podtrzymywany przez poczucie wstydu i nasze własne kompleksy: dyskryminacji i nierówności nie widać, gdy mijamy się na wydziałowych korytarzach.

Neoliberalizacja edukacji wyższej w Polsce, czyli demontaż demokracji

Powiedzmy jeszcze o tym, jak neoliberalna logika demontażu uniwersytetu wykracza poza mury uczelni i jak wpływa na szersze życie społeczne i polityczne. Dekadę temu ukazała się pewna książka: Demontaż „demosu”. Neoliberalna cicha rewolucja (Undoing the Demos: Neoliberalism’s Stealth Revolution, wyd. Zone Books 2015). Jej autorka, Wendy Brown, analizuje przemiany demokracji i życia publicznego wywołane przez neoliberalizm – rozumiany nie tylko jako model gospodarczy, lecz przede wszystkim jako dominująca „racjonalność”, ideologia podporządkowująca wszystkie obszary życia logice rynku (s. 31). Przy czym Brown pokazuje, że współczesne państwo, instytucje publiczne i sami obywatele zaczynają dziś funkcjonować niemal jak przedsiębiorstwa; człowiek zostaje sprowadzony do roli „kapitału ludzkiego”. To przekłada się na język: demokracja, równość czy autonomia polityczna są stopniowo wypierane przez kategorie wzrostu gospodarczego, konkurencyjności i efektywności ekonomicznej (patrz słynne „there is no such thing as society” M. Thatcher: nie ma społeczeństwa, jest tylko rynek i konkurujące ze sobą jednostki).

Ostatni rozdział książki dotyka problemu degradacji i „głodzenia” publicznych uniwersytetów. Jak przekonuje Brown, coraz trudniej wyjaśnić, dlaczego uniwersytety, biblioteki, szkoły czy parki miałyby pozostać publicznie dostępne i finansowane ze środków publicznych. Coraz częściej zakłada się, że koszty ich funkcjonowania powinni ponosić wyłącznie ci, którzy  „konsumują” usługi oferowane przez te instytucje. W tym sensie neoliberalizacja szkolnictwa wyższego osłabia demokratyczną funkcję nauki, redukując ją do narzędzia produkcji kapitału i wzrostu gospodarczego. Akademia przestaje kształcić obywateli do uczestnictwa w życiu publicznym, a zaczyna wytwarzać „kapitał ludzki” – jednostki zobowiązane do nieustannego zwiększania swojej rynkowej wartości. Rosnąca presja na kształcenie zawodowe i badania o bezpośredniej użyteczności rynkowej podważa zarazem autonomię uczelni, wolność badań i edukację rozwijającą krytyczne myślenie (s. 183). Przy okazji redefinicji ulega sama demokracja: zamiast przestrzeni wspólnego działania i sporów o dobro wspólne staje się domeną ekspertów, wskaźników efektywności i ekonomicznych kalkulacji.

Sytuacji nie pomaga import do Europy amerykańskich wojen kulturowych i narracji politycznych made in USA, krytykujących nie tylko wydatki na sektor publiczny, lecz także samych naukowców: atakując ich jako darmozjadów, kastę utrzymującą się z pieniędzy (innych) podatników; uprzywilejowaną grupę, której działalność ma zerową wartość gospodarczą czy wręcz ujemną wartość społeczną (patrz: krytyka „liberalnych” elit akademickich na prawej flance; narracje podważające antropogeniczny charakter kryzysu klimatycznego etc.). Akademia w Ameryce została zepchnięta do defensywy, politycy zaczęli definiować ją nie jako część rozwiązania, lecz źródło problemów [zob. Unmaking the public university Christophera Newfielda, 2011].

Konsensus między amerykańską prawicą i lewicą: (1) pieniędzy publicznych na szkolnictwo wyższe nie ma i nie będzie; (2) uczelnie wymagają restrukturyzacji w celu zwiększenia ich efektywności – rzecz jasna, w sposób podporządkowany przede wszystkim potrzebom rynku i oczekiwaniom dominujących klas ekonomicznych. Pierwszy punkt odhaczony także i w Polsce. Postarajmy się, by odwrócić ten trend, zanim lokalni liberałowie i prawica podadzą sobie ręce także w punkcie drugim.

***

Potrzebujemy natychmiastowej zmiany kursu, ta jednak nie wydarzy się sama. Nie dokona się ani poprzez kolejne technokratyczne reformy, ani przez korekty wskaźników czy administracyjne „usprawnienia”. Wymaga realnej koalicji sił społecznych i politycznych oraz skupienia zasobów, które pozwolą wyznaczyć alternatywny kierunek rozwoju publicznych uczelni. Przy czym walka o finansowanie nauki i zmianę polityki wobec szkolnictwa wyższego nie może być traktowana jako techniczna kwestia budżetowa: musi być zakorzeniona w istniejących strukturach politycznych i ruchach społecznych: w związkach zawodowych działających na uczelniach i poza nimi, w organizacjach i grupach studenckich i formach samoorganizacji społecznej.


Jan Skarbek-Kazanecki
Koordynacja Branżowa Nauki i Edukacji Inicjatywy Pracowniczej
Łódzka Komisja Akademicka IP


Dziękuję za korektę i uwagi Annie Romanowicz
z Komisji Międzyzakładowej przy Uniwersytecie Jagiellońskim




Czytaj dalej...

W obronie nauki jako dobra publicznego. Stanowisko OZZ Inicjatywa Pracownicza dla akcji "3% na naukę, 100% dla Polski"

STANOWISKO OZZ INICJATYWA PRACOWNICZA W SPRAWIE AKCJI „3% NA NAUKĘ, 100% DLA POLSKI”

Nauka to praca, a nie hobby!

Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza w pełni popiera postulaty akcji „3% na naukę”. Jako komisje z sektora nauki i edukacji, reprezentujące osoby zatrudnione na uczelniach i w instytutach badawczych oraz osoby studiujące, zrzeszone w kołach młodych, domagamy się natychmiastowego zwiększenia nakładów na naukę do poziomu 3% PKB. Postulaty nie dotyczą wyłącznie finansowania badań – to walka o godność pracowników i przetrwanie publicznej edukacji.

Dlaczego musimy wyjść na ulice?

Od lat polska nauka funkcjonuje przede wszystkim dzięki entuzjazmowi i zaangażowaniu osób w niej pracujących.. Podczas gdy koszty życia drastycznie rosną, realna wartość naszych pensji spada. Niewydolny system grantowy zmusza nas do ciągłej, niepewnej rywalizacji, a brak stabilnego finansowania niszczy ciągłość badawczą i dydaktyczną.

Dla Inicjatywy Pracowniczej kluczowe są dwa aspekty:

  1. Solidarność wszystkich grup pracowniczych: Walka o 3% PKB to nie tylko walka o pensje profesorskie. To walka o godne życie kadry administracyjnej, technicznej, bibliotecznej oraz o stypendia pozwalające na przeżycie doktorantom i studentom.
  2. Prawo do strajku: Dialog z władzą przez lata okazywał się nieskuteczny. Wierzymy, że jedynym skutecznym narzędziem zmiany jest protest i masowa mobilizacja. Musimy pokazać, że bez nas uczelnie przestają istnieć, a bez nauki państwo staje w miejscu.

Wszyscy pod Sejm!

Struktury Inicjatywy Pracowniczej na uczelniach i w instytutach naukowych w całym kraju rozpoczynają pełną mobilizację. Same petycje do polityków nie wystarczą: musimy być widoczni i głośni tam, gdzie zapadają decyzje finansowe o przyszłości nauki i edukacji!

Wzywamy wszystkie osoby zatrudnione w sektorze nauki oraz osoby studiujące do przyjazdu pod Sejm RP 27 maja. Walka o fundusze dla nauki i zmianę kursu politycznego w szkolnictwie wyższym wymaga trwałej koalicji różnych środowisk: społecznych, politycznych, organizacji związkowych. Tylko razem możemy wymusić na rządzących realne zmiany!

3% na naukę – teraz!

Solidarność naszą bronią!

 

Z wyrazami solidarności i szacunku,


OZZ Inicjatywa Pracownicza 

Koordynacja Branży Nauki i Edukacji OZZ IP 

 

Czytaj dalej...